• 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Bogusław Kogut

Bogusław Kogut

               Mój pradziadek Bogusław Kogut urodził się w 1925 roku we wsi Klęczany, koło Sędziszowa ( dziś woj. podkarpackie). Był trzecim z kolei z dziewięciorga dzieci Jana – ubogiego chłopa. Pradziadek czasem opowiadał swojej córce, czyli mojej babci Hance o dzieciństwie. Od niej wiem, że mieszkali w domu podzielonym na dwie części: w jednej przebywały zwierzęta (konie, krowy) a w drugiej ludzie. Obie te części przylegały do siebie, dzięki czemu w mieszkaniu było cieplej. W izbie zamiast podłogi było klepisko. Mama pradziadka Stefania z domu Posłuszna była jedyną osobą we wsi, która umiała czytać i pisać. Nie wiadomo jak i kto ją nauczył. Wiadomo natomiast, że pradziadek posiadł te umiejętności w wieku 5 lat.                                                                                                                  

                       W 1950 roku pradziadek Sławek zamieszkał wraz z żoną (moją prababcią Adą) w Poznaniu przy ul. Noskowskiego 24 w tzw. „domu literatów”. Babcia Hanka, która się tam urodziła i wychowała – mówi, że był to bardzo ciekawy dom. Mieszkali w nim pisarze, poeci, dziennikarze. Bywali malarze, rzeźbiarze, muzycy. Babcia wspomina wizyty: Jarosława Iwaszkiewicza, Tadeusza Peipera i Kazimiery Iłłakowiczówny- popularnej „Iłły”. Prababcia Ada przyjaźniła się wtedy z żoną malarza Bartłomieja Kurki. Kiedy będąc w nowym towarzystwie –przedstawiały się kolejno: Kogut, Kurka – budziły niedowierzanie i konsternację.                                                                                                                                

                     W latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku w ciekawym domu przy ul. Noskowskiego przychodziły na świat dzieci i otrzymywały bardzo ciekawe imiona : Kordian, Anhelli, Ingeborga, Nefretete. Mojej babci się upiekło. Miała być Balladyną – została Hanką, a Tadeusz Peiper i tak mówił o niej Atalanta.                                                                                                                                                                                                

                  W  tym czasie pradziadek  dużo pisał. Zamykał się w swym pokoju. Babcia pamięta, że wtedy w mieszkaniu musiało być zupełnie cicho, wszyscy chodzili na palcach. W wolnych chwilach pradziadek jeździł na polowania i grał w tenisa. W przeciwieństwie do prababci Ady – kochał zwierzęta. Babcia Hanka wspomina jak wraz ze swoim bratem (Lesławem Anhellim) przyprowadzili z ulicy średniej wielkości kundelka, którego nazwali : Kruczek. Ponieważ prababcia nie zgadzała się na zatrzymanie pieska, a pradziadek i owszem – Kruczek zamieszkał  w pokoju pracy twórczej. Pierwszej nocy załatwił się ( na szczęście na twardo) na podłodze,   drugiej nocy na kanapie, a trzeciej na twórczym fotelu pradziadka. Kiedy następnej nocy zrobił to samo na biurku pradziadka – skończyła się jego kariera w „ciekawym domu” przy Noskowskiego 24. Został wydany w tzw.„dobre ręce”.                                                                                                                                                                          

                     Pradziadek Sławek prowadził obszerną korespondencję: z Julianem Tuwimem,  Igorem Neverlym, Wojciechem Żurkowskim, itd. Ale dostawał również listy od zwykłych, prostych ludzi z całej Polski. Był posłem na sejm, więc wiele mógł. Prosili go o pomoc różni nieszczęśliwcy. Zawsze pomagał. Oprócz wierszy i powieści napisał „Listy spod lipy”- zbiór interwencyjnych felietonów.                                                          

                        Mój tata też pamięta swego dziadka, który założył mu konto pod nazwą „motorynka”. Wpłacał na nie regularnie równe kwoty, aż uzbierała się pokażna suma. Kupił w końcu tę motorynkę. Tata jednak nie wykazywał nią specjalnego zainteresowania.  Motorynkę odziedziczył młodszy brat taty – Łukasz.                                                                                                                                                                            

                        Babcia Hanka twierdzi, że pradziadek Sławek, choć tyle lat spędził w Poznaniu – wciąż tęsknił do miejsca, z którego pochodził, do swego domu rodzinnego. Pisał:

„To tam, gdzie każda godzina była                                                                                                                         

godziną złą,                                                                                                                                                              

gdzie głód zabijał młodość i miłość                                                                                                                                     

i po dzieciństwie szła już siwizna -                                                                                                                                

tam właśnie była moja ojczyzna -dom.”                                                                                                                       

Nina Kujawa 

Wysłuchał cały zespół

Projekt „eSzkoła – Moja Wielkopolska” współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego.
projekt www Gammanet | cms WebKameleon